Smog i donosiciele

img_8009
Na szczęście są jeszcze miejsca bez smogu

Temat jest niezwykle na czasie, nawet masek anty-smogowych zabrakło w internecie. Oczywiście smog nie jest zjawiskiem nowym w niektórych regionach Polski, ale warunki pogodowe tej zimy sprawiły, że normy zapylenia zostały tak znacznie przekroczone, że nie dało się dłużej ignorować tego tematu. Mnie to cieszy, na zasadzie lepiej późno niż wcale. O ile na pewne kataklizmy nie mamy wpływu, to gdy dane społeczeństwo samo na siebie sprowadza nieszczęście, coś mi się tam wewnątrz gotuje z oburzenia. Ale tak to jest, wybieramy rozwiązania najtańsze, najłatwiejsze i dopiero silny wstrząs może coś zmienić. Wielka Brytania przez to przeszła już dawno, sam mieszkałem w Londynie w latach 60-tych i pamiętam (nomen omen jak przez mgłę), żółtą śmierdzącą koksem mgłę gdzie widoczność wynosiła dosłownie parę metrów. Szkoda tylko że nie potrafimy się uczyć na błędach innych.

Najgłupsze jest to, że jeśli spojrzymy na problem od strony chłodnej kalkulacji, to społeczeństwu czy państwu taka sytuacja się zupełnie nie opłaca. Tak, wiem, życie ludzkie jest bezcenne. Ale może na chwilę zostawmy to stwierdzenie i przyjrzyjmy się temu zjawisku od strony ekonomii. Rocznie tracimy około  45000 obywateli z powodu chorób powodowanych zapyleniem powietrza. To jest liczba zgonów, do tego należałoby doliczyć koszty leczenia chorób przewlekłych. Jaki jest koszt życia człowieka? O ile wiem, takich wyliczeń w Polsce się nie prowadzi, ale w Stanach Zjednoczonych do kalkulacji kosztów  ubezpieczeń medycznych, przyjmuje się wartość ok. 7 mln dolarów. Więc skoro PKB na głowę w Polsce wynosi połowę tego co Stanach, to może życie Polaka jest warte 3,5mln. dolarów czyli 14 mln zł? Z drugiej strony spotkałem szacunki wartości życia w Polsce na poziome 3 mln zł. Przyjmijmy na początek tą niższą kwotę. Po przemnożeniu przez 45000 zgonów rocznie otrzymujemy niebotyczną kwotę 135 miliardów złotych. Może podzielmy to przez 2, bo nie umierają same niemowlęta, tylko również ludzie dorośli. Ale te prawie 70 miliardów te też ogromna kwota.  A koszty leczenia? Czy za takie pieniądze nie możemy sobie zorganizować systemu ogrzewania, który by nie truł obywateli? A tak przy okazji uratować 45 tysięcy osób!

Spojrzymy najpierw na to, z czego bierze się niska emisja. Przemysł już dawno przestał być znaczącym trucicielem bo unijne normy emisji to narzuciły a łatwo jest kontrolować stosunkowo niewielką ilość dużych trucicieli. Zresztą emisje fabryczne  nie są niskie, wymagania co do wysokości kominów sprawiają, że zanieczyszczenia się „rozcieńczają” na znacznej wysokości. Gorzej jest z piecami ogrzewającymi domy jednorodzinne. Jest ich dużo, więc trudno skontrolować co emitują, instalacje są stare i opalane tanim paliwem o fatalnych parametrach a jednocześnie wypuszczane są nisko nad ziemią, tworząc, przy odpowiedniej pogodzie i braku wiatru trujący smog. Ogrzewanie w domach jednorodzinnych stanowi główne źródło niskiej emisji: 50% w dużych miastach a nawet 90% w mniejszych miejscowościach położonych w kotlinach górskich.  Na drugim miejscu mamy wyziewy z rur wydechowych samochodów, co w dużych miastach stanowi ok. 20% wszystkich niskich emisji (w Warszawie może nawet do 40%).  Złej jakości paliwo to jedno, karygodne palenie odpadami to drugie. Czasami przechodząc obok dymiącego komina można wyczuć, że ktoś pali miałem węglowym (aromat Śląski) albo butelkami plastikowymi (zapach „chemii”).

Co można zrobić? Bardzo wiele. Na szczęście temat stał się na tyle nośny (lotny?), że widać pierwsze intensywne działania, np. uchwała anty-smogowa dla Małopolski. Na pewno potrzebne są działania legislacyjne dla całego kraju, eliminujące z rynku marnej jakości paliwa węglowe, programy wymiany pieców na nowoczesne. Ale również konieczne są działania obywatelskie. Przechodzisz koło domu z którego sączy się czarny dym albo czuć zapach palonych butelek czy innych tworzyw – zadzwoń do straży miejskiej. Sąsiad pali jakimś świństwem? Najpierw zadzwoń do sąsiada. Nie chodzi o to żeby kogoś nękać mandatami, czasami ludzie nie mają świadomości szkodliwości tego co robią i samo zwrócenie uwagi może pomóc. Jeśli nie weźmiemy się za to sami, żadna straż nie nadąży. I nie bać się. Wiem, istnieje w naszym społeczeństwie takie poczucie, że zgłaszanie anty-społecznych zachowań czy łamania prawa jest moralnie wątpliwe.  Tym bardziej gdy nawet urzędnicy tak myślą! Przykładem następująca historyjka, prawdziwa. W moich okolicach, podwarszawskiej miejscowości, przy pawilonach handlowych często parkował samochód dostawczy z nad morza. Bezpośrednio z samochodu sprzedawano ryby i produkty rybne – po prostu mobilny sklep rybny. Zauważyliśmy, że mimo znacznych obrotów i regularnej sprzedaży nie wydawali paragonów. Na pytanie o paragon sprzedawczyni, jak gdyby nigdy nic, stwierdziła że ona nie ma kasy fiskalnej, stąd nie może wydać paragonu. No właściwie logiczne. Żona oburzona, stwierdziła że zgłosi to do urzędu skarbowego i następnego dnia tamże zadzwoniła. Urzędniczka, po wysłuchaniu o co chodzi stwierdziła krótko, że dział donosów to wewnętrzny 312! Dopóki będzie taka świadomość w społeczeństwie, że zgłoszenie nieprawidłowości czy łamania prawa to „donos” , to będziemy tak żyli jak żyjemy. A mnie się marzy społeczeństwo naprawdę obywatelskie, w którym wspólne dobro leży każdemu na sercu a wzajemne kontrolowanie się nie jest nazywane donosicielstwem. A to przecież od nas zależy.

I jeszcze jeden przykład, co to znaczy społeczeństwo obywatelskie. Przypadki silnego zapylenia i smogu sprawiły, że maski anty-smogowe zrobiły się popularne. W wiele sklepach internetowych sprzedających maski zabrakło towaru. Nic dziwnego, jak powietrze jest mętne i gęste i czujemy truciznę w powietrzu to założenie niezbyt pięknej ozdoby w postaci maski z filtrem cząstek PM2,5 staje się koniecznością. Zresztą mnie widok zamaskowanych  ludzi przestał dziwić od czasu pobytu w Japonii. Co prawda tam, w odróżnieniu od Pekinu i innych mocno zadymionych azjatyckich miast, nie tyle chodzi o smog co o wirusy i bakterie. Ludzie masowo noszą maski w publicznych miejscach, aby chronić się przed zakażeniem ale uwaga, także chronić innych przed zakażeniem. Normalne i oczywiste jest noszenie maski gdy jesteśmy przeziębieni, aby nie zarażać innych. A u nas? Taki altruizm nie wpadł nikomu do głowy. Choć oczywiście nie jest to altruizm, tylko działanie w interesie społeczeństwa, czyli również własnym. Więc pomyśl, gdy Cię złapie infekcja i musisz jechać do pracy czy w inne publiczne miejsce, chociażby poczekać w kolejce do internisty. Czy reszta ludzi wokół Ciebie koniecznie musi tą samą infekcję przejść i przekazać ją innym?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s